Małgorzata Maier: Z domu Wielkiego Brata do własnej firmy
– Miałam agencję modelek, sklep odzieżowy oraz szwalnię krawiecką. Ostatnio postawiłam na niszowy biznes – mówi Małgorzata Maier, uczestniczka reality show „Big Brother”.
18 lat temu wzięła pani udział w programie „Big Brother”. Opłacało się?
Trudno powiedzieć. Zanim zaczęła się moja przygoda z programem, wiodłam świetne życie. Prowadziłam szkołę modelek, własny sklep odzieżowy, małą szwalnię, miałam piękne mieszkanie. Po emisji reality show wszystko wywróciło się do góry nogami, a ja nie potrafiłam poradzić sobie z tą zmianą. Przez pierwsze dwa miesiące wegetowałam zamknięta w mieszkaniu, pod oknami koczowali ludzie, którzy chcieli zdobyć mój autograf. Przerażała mnie ta sytuacja, martwiłam się o sąsiadów, którym przeszkadzały krzyki, walenie w drzwi itp. Rodzice w nocy przynosili mi jedzenie. Byłam więźniem we własnym domu.
Po udziale w „Big Brother” dostała pani propozycję prowadzenia programu w TVN „Ikea. Dom pełen pomysłów”. Brzmi dumnie.
Tak, wtedy wyjechałam z Sosnowca i zamieszkałam w Warszawie. Wszyscy pewnie myślą, że to była niesamowita szansa i ogromne pieniądze. Ale ja wtedy zarabiałam grosze. Wielokrotnie mniej, niż prowadząc własne biznesy. To były zarobki rzędu 4 tys. zł miesięcznie i tylko przez pół roku, w miesiące wolne od nagrań nie zarabiałam nic, a musiałam utrzymać dwa mieszkania… Cóż, otrzymywałam wynagrodzenie od stacji telewizyjnej, inni uczestnicy programu od sponsorów. Różnica w zarobkach była olbrzymia. Chociaż program dawał dużo satysfakcji, nie czułam się dobrze w roli prowadzącej.
Oprócz agencji modelek prowadziła pani także salon mody.
Miałam 26 lat, gdy otworzyłam swój pierwszy biznes – Szkołę Wdzięku i Elegancji. Zanim to się stało, byłam nauczycielką w szkole podstawowej. Gdy moi wychowankowie ukończyli edukację, ja zakończyłam karierę pedagogiczną. Niestety, konsekwencje tej decyzji były spore. Nie mogłam znaleźć zajęcia dla siebie… Ale jak zobaczyłam kolejkę w urzędzie pracy, to od razu do głowy wpadł mi pomysł na biznes – własna agencja modelek. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Szkoła Wdzięku i Elegancji wyszkoliła sporo dobrych modelek i hostess. Tylko czasy były dziwne. Sklepy odzieżowe nie chciały robić pokazów mody, nie mówiąc o wypożyczaniu ubrań. Nikt nie miał pojęcia o marketingu, reklamie, PR czy zwykłej szeptance. Nie było odzieży, otworzyłam więc własny salon z ciuchami. Nazywał się Awangarda. A że nikt o hurtowniach nie słyszał, otworzyłam z koleżanką również szwalnię krawiecką.
Jak sobie pani radziła z prowadzeniem trzech biznesów jednocześnie?
Nie było z tym większych problemów. Szwalnią opiekowała się wspólniczka, cała reszta prosperowała bardzo sprawnie. Biznesy doskonale się uzupełniały. Z koleżankami robiłyśmy kursy i szukałyśmy miejsc, gdzie mogłyśmy pokazać efekty swojej pracy. Występowałyśmy w klubach nocnych, w teatrze, czasami na ulicy. Nasze miniprzedstawienia były inscenizowane, to były pokazy mody z fabułą. Zawsze miałyśmy pełną salę. Dopiero po kilku latach pracy pojawiły się pierwsze zamówienia na pokazy mody, naszymi klientami były głównie Domy Towarowe i… Makro.
Popularność pomagała pani w prowadzeniu biznesów?
Wręcz przeciwnie. Nie mogłam się swobodnie poruszać po rodzinnym mieście, prowadzić jakichkolwiek rozmów, tym bardziej biznesowych. Gdy przyjechałam do Warszawy, okazało się, że tutaj nie jestem „kosmitą”. Mogłam wyjść do ludzi, na spacer, zakupy. Oczywiście, i w stolicy wielu osobom wydawało się, że mnie dobrze zna, może mi udzielać rad, robić zdjęcia bez pytania, ale skala tych zachowań była dużo mniejsza.
Niedawno postawiła pani na nowy biznes i założyła Otwartą Pracownię Robót Ręcznych.
Dostałam od jednego z centrów warszawskich propozycję otwarcia galerii artystycznej. Niestety, pomysł nie wypalił, ale projekt cały czas nosiłam z tyłu głowy. Wiedziałam, że znów będę chciała wrócić do prowadzenia własnej działalności i robić coś, co sprawia wiele przyjemności nie tylko mnie. Mam wiele zainteresowań, dlatego postawiłam na różnorodność w biznesie. Właśnie tak powstała pracownia robót ręcznych.
Co znajduje się w ofercie?
W mojej pracowni można nauczyć się ceramiki, rzeźby, rysunku, malarstwa oraz malarstwa na tkaninie. Od września oferta będzie bogatsza. Na moje ogłoszenie, że szukam ludzi z pasją, twórców, którzy chcą się podzielić swoimi umiejętnościami, zgłosiło się mnóstwo artystów, rzemieślników i amatorów sztuk wszelakich. Z pewnością będzie w czym wybierać.
Rozmawiała Maryla Pałasz
Fragment wywiadu opublikowanego w nr. 9-2019 miesięcznika "FRANCHISING".
Wyróżnione franczyzy
Kurcze Pieczone
Punkty gastronomiczne z daniami z drobiu
Santander
Placówki bankowe
Costa Coffee
Kawiarnie
Yasumi Instytut Zdrowia i Urody
Gabinety kosmetyczne, hotele i obiekty SPA
Xtreme Fitness Gyms
Kluby fitness/siłownie
Carrefour
Sklepy convenience, minimarkety, supermarkety
Żabka
Sklepy typu convenience
So Coffee
Kawiarnie
Z OSTATNIEJ CHWILI
POKAŻ WSZYSTKIE
Franczyza w marketingu
Agencja Wirtualna to przykład biznesu, który można prowadzić bez biura i dużych kosztów stałych. Michał Schnell wyjaśnia, na czym polega ten model,...
Zarabiamy na produkcji sałaty
Jak wygląda produkcja mieszanek sałat, które trafiają do największych sieci handlowych? Justyna Rytel z firmy Avit opowiada o realiach tego rynku: ...
Depilacja.pl zapowiada rozwój sieci salonów
Sieć Depilacja.pl zapowiada rozwój sieci salonów w 2026 roku. Marka planuje otwarcie 24 nowych placówek oraz dalsze wdrażanie projektu SALON+, któr...
Franczyza Żabki z dodatkowymi pieniędzmi na start
Żabka uruchamia dodatkowe wsparcie finansowe dla franczyzobiorców, którzy decydują się na otwarcie sklepu w nowej lokalizacji. Program odpowiada na...

